O nas

Zaczęliśmy Mokę, ale najpierw zaczęliśmy przyjaźń. A było to jakoś ponad 10 lat temu…

Szymon nieudolnie uderzał w bębny w zespole, który chciał podbić reggaową scenę muzyczną, ale brakowało wokalisty. Ktoś podsunął Michała, który przyszedł i zaczął śpiewać. Potem pojawił się na równi z instrumentami aparat, który z czasem stał się priorytetem.

Upłynęło wiele kaw i różnych trunków, zanim zdecydowaliśmy się założyć markę – najpierw Moka Foto, obecnie Moka Stories. Nie lubimy się szufladkować stricte do fotografii ślubnej. Wolimy powiedzieć, że fotografujemy ważne wydarzenie – nieważne czy będzie ono zawarte w lesie, w stodole, w górach czy w kościele.

Praca fotografa to dla nas nie tylko robienie zdjęć, ale też umiejętność stworzenia relacji z fotografowanymi ludźmi. Bez kontaktu nie ma prądu, bez prądu nie ma dobrych zdjęć.

Coś o Michale

 
Ojciec trójki dzieciaków. Lubi tatuaże i ciągle ma ich mało (a to dopiero połowa ręki)
 

Słucha ciężkiej muzyki, czasem zdecydowanie za głośno. Na szczęście (albo i nie) robi to tylko w swoim BMW, o którym może ciągle mówić, więc jeśli macie BMW, to lepiej o tym nie wspominajcie.

 

Kopalnia sucharów i dowcipów.

Na weselach czarna koszula, czarne szelki.
 
Ceni sobie wyjątkowo czystość reportażu – bez ustawiania, bez reżyserii.
Na plenerach szuka ciepła i prawdziwych emocji między parą.
 
Zakochany w reporterskiej twórczości Tomasza Tomaszewskiego i krajobrazowej Karola Nienartowicza.

Coś o Szymonie

Tata spokojnej i uroczej jak mały tajfun Gai.

Też lubi tatuaże, ale nie chce ich mieć zbyt wiele bo tatuaż zrobił sobie dla córki, a więcej tatuaży to więcej dzieci.

Prowadzi swój podcast o fotografii i uczy fotografować innych. Nie ma dla niego ciekawszego tematu do sfotografowania niż ludzie, dlatego też poza ślubami, często portretuje. 

Gdyby nie robił zdjęć to grałby na scenach. I tutaj mały problem, bo lubi jazz, lubi metalcore, lubi bluesa, a jednocześnie dobry hip hop i elektronikę.
 
Nie znosi siedzącego trybu życia, więc albo biega, albo się wspina albo gra w squasha.
 
Na weselach biała koszula, brązowe szelki.
 

W reportażu uwielbia minimalizm i emocje, na sesjach szuka spojrzeń, zabaw światłem i perspektywą.

Kocha portretową twórczość Wiktora Franko.

3
4
2222
Clipboard01

Jak pracujemy?

Nigdy nie zaczynamy od… wyciągnięcie aparatów. Brzmi dziwnie? W pracy fotografa podstawą jest komunikacja. Wiemy, że na ślubach nie mamy wiele czasu, by się dobrze poznać, ale staramy się wykorzystać do tego każdą minutę.

Pierwsze kroki robimy już na spotkaniu, na których – prócz naszej pracy – staramy się pokazać przede wszystkim, że jesteśmy fajnymi i pomocnymi facetami. Tych, którzy podpisują z nami umowy, zachęcamy do sesji narzeczeńskich, które do siebie nas zbliżą, i bardzo ułatwią kontakt już w dniu ślubu.

Sesje z nami to podobno przyjemność – wytwarzamy luźną atmosferę, która sprawia, że Pary nawet nie wiedzą kiedy i jak bardzo intensywnie są fotografowane. Wypatrujemy naturalnych gestów, wychwytujemy dużo czułości i emocji, które są bazą każdej naszej sesji ślubnej.

Skąd jesteśmy?

Jesteśmy z Wadowic, ale na pytanie w jakim regionie pracujemy lubimy odpowiadać:

– Jedziemy tam, gdzie nas chcą!

Czasem zdarza nam się też polecieć – rozejrzyjcie się na blogu, mamy na to dowody!

Uwielbiamy podróżować, więc nie musicie sprawdzać na mapie odległości, które nas dzielą.

Aha, i prosimy – bądźmy od razu na „Ty”!

Zdecydowani? Zapytajcie o termin!