O nas

Moka = Szymon i Michał. Jesteśmy duetem, który się nie rozdziela.

 

Zaczęliśmy Mokę, ale najpierw zaczęliśmy przyjaźń. A było to jakoś ponad 10 lat temu…

 

Szymon nieudolnie uderzał w bębny w zespole, który chciał podbić reggaową scenę muzyczną, ale brakowało wokalisty. Ktoś podsunął Michała, który przyszedł i zaczął śpiewać. Potem pojawił się na równi z muzyką aparat, który z czasem stał się priorytetem.

Upłynęło wiele kaw i różnych trunków, zanim zdecydowaliśmy się założyć duet ślubny. Dzisiaj intensywnie pracujemy na to, by być w czołówce najlepszych fotografów ślubnych w Polsce, ale przede wszystkim zostawiać za sobą zadowolone Pary.

Praca fotografa ślubnego to dla nas nie tylko robienie zdjęć, ale też umiejętność stworzenia relacji z fotografowanymi ludźmi. Bez kontaktu nie ma prądu, bez prądu nie ma dobrych zdjęć.

W fotografii cenimy klasykę, minimalizm i narrację. Dzień ślubu to opowieść – napiszmy więc ją razem.

 

Coś o Michale


Ojciec trójki dzieciaków. Tęskni za polskimi górami, na które kiedyś miał dużo czasu i które dużo fotografował. Stąd pewnie to zamiłowanie do sięgania po szersze kadry.
 
Lubi napić się dobrej kawy, posłuchać ciężkiej muzyki, a gdy przejedziecie się z nim po polskich ulicach, jest w stanie opowiedzieć o każdym napotkanym modelu BMW i jego silnikach.
 
Lubi czarny kolor, więc często chodzi na czarno i ma czarnego psa.
Ceni sobie wyjątkowo czystość reportażu – bez ustawiania, bez reżyserii. W tym dniu dzieje się wystarczająco dużo, by było co opowiedzieć.
Na plenerach szuka ciepła i prawdziwych emocji między parą.
 
Zakochany w reporterskiej twórczości Tomasza Tomaszewskiego i krajobrazowej Karola Nienartowicza.

Coś o Szymonie

Prowadzi swój blog o fotografii i uczy fotografować innych. Nie ma dla niego ciekawszego tematu do sfotografowania niż ludzie, dlatego też poza ślubami, często portretuje. Nagrywa również wywiady z innymi fotografami.

Gdy nie ma w ręku aparatu, ma pałeczki, z którymi siada za perkusją i robi głośno w rockowej kapeli. W zaciszu domowym zdarza się mu komponować też na gitarze.
 
Nie znosi siedzącego trybu życia, więc często sięga po sport wszelkiej maści.
 
Lubi kolor biały, białe koszule i swojego białego psa.
 

W reportażu uwielbia minimalizm i emocje, na sesjach szuka spojrzeń, zabaw światłem i perspektywą.

Kocha portretową twórczość Wiktora Franko.

Jak pracujemy?

Nigdy nie zaczynamy od… wyciągnięcie aparatów. Brzmi dziwnie? W pracy reporterskiej podstawą jest komunikacja. Wiemy, że na ślubach nie mamy wiele czasu, by się dobrze poznać, ale staramy się wykorzystać do tego każdą minutę.

Pierwsze kroki robimy już na spotkaniu, na których – prócz naszej pracy – staramy się pokazać przede wszystkim, że jesteśmy fajnymi i pomocnymi facetami. Tych, którzy podpisują z nami umowy, zachęcamy do sesji narzeczeńskich, które do siebie nas zbliżą, i bardzo ułatwią kontakt już w dniu ślubu.

Sesje z nami to podobno przyjemność – wytwarzamy luźną atmosferę, która sprawia, że Pary nawet nie wiedzą kiedy i jak bardzo intensywnie są fotografowane. Wypatrujemy naturalnych gestów, wychwytujemy dużo czułości i emocji, które są bazą każdej naszej sesji ślubnej.

Skąd jesteśmy?

Jesteśmy z Wadowic, ale na pytanie w jakim regionie pracujemy lubimy odpowiadać:

– Jedziemy tam, gdzie nas chcą!

Czasem zdarza nam się też polecieć – rozejrzyjcie się na blogu, mamy na to dowód!

Uwielbiamy podróżować, więc nie musicie sprawdzać na mapie odległości, które nas dzielą.

Pracujemy we dwójkę. Czy się rozdzielamy? Tak, na przygotowaniach.

Aha, i prosimy – bądźmy od razu na „Ty”!

Zdecydowani? Zapytajcie o termin!