Sesja ślubna w Irlandii, a miała być nad polskim morzem!

W ogóle to na początku miało być tak, że żadna sesja ślubna w Irlandii, tylko nad polskim Bałtykiem. Tak było pisane na messangerze przed ślubem, tak podczas spisywanie umowy. A potem, na kilka miesięcy przed ślubem Martyna pisze do mnie, czy nie przylecielibyśmy do nich, do Irlandii… A bo tu klify fajne są, wieje, a Wy lubicie jak wieje i w ogóle. Pytam Michała, Michał mówi, że lecimy. No to ja do Martyny: przylecimy. Bęc, chwilę później ustalenie terminu, bilety kupione i emocje, emocje, emocje w oczekiwaniu na przygodę!

Martyna i Kuba przygotowali się na nasz przylot lepiej, niż babcia w niedzielę na wizytę wnuków. Wyobraźcie sobie, że kupili nam nawet… kapcie! Mam je nawet na sobie teraz, kiedy piszę ten post 🙂

Hey Folks!

Zanim mogliśmy te słowa usłyszeć na żywo, mieliśmy lekką obawę czy w ogóle dolecimy. Odprawieni, gotowi na umiejscowienie na pokładzie wszyscy pasażerowie zostali cofnięci sprzed samych drzwi na płytę lotniska – lot opóźniony. Mieliśmy obawy ile to potrwa, na szczęście trwało to tylko godzinę i niecałe 3 później zawitaliśmy w Irlandii.

Przed naszym przylotem generalnie nastawialiśmy się na okropną pogodę. Jednak mgła, która jest chyba na stałe wpisana w ten krajobraz wyjątkowo pasowała nam do irlandzkiego klimatu. Można więc powiedzieć, że na nią czekaliśmy tymczasem… zaświeciło słońcem! Rozczarowani ruszyliśmy jednak na zdjęcia… Żart, żart! Wiedzieliśmy, że mamy przed sobą jeszcze dwa dni, a ten drugi nie był już taki wesoły ;D

Mortal Kombat i „fatalna” Martyna

Dobra, dobra – Wy tam pojechaliście do pracy, czy sobie na konsoli pograć? To i to! Kuba poprosił mnie, żebym przywiózł drugiego pada, to pogramy w Fifę. Fifa jednak szybko nam się znudziła, a po długich poszukiwaniach bijatyk na PS Store w końcu pożyczyliśmy od współlokatorów Mortal Kombat.

Być może kojarzycie stories z naszego Instagrama, na którym Martyna masakruje pada? Każdy kto zna serię MK, wie czym jest fatality. Wszystkie nasze próby pokonania Martyny to było fatality… Na szczęście tylko na konsoli, bo prywatnie to kobieta do rany przyłóż. Wracaliśmy w pierwszy dzień sesji i powiedziałem do siebie na głos: ale bym zjadł serniczka. Chwilę później byliśmy pod cukiernią, w której pracuje Martyna, a ja dostałem trzy rodzaje sernika. Więcej zachcianek nie wypowiadałem już na głos! 😀

Rozmowy o życiu, śmierci i strasznych historiach do 1:00 w nocy

Wiem, wiem to serio wygląda jak wyjazd do przyjaciół, a nie do pracy. Efekty pracy zobaczycie za chwilkę, spokojnie! W tym cała rzecz, że nie wyobrażamy sobie spędzić z kimś 4 dni i to zagranicą, a nie mieć ze sobą tak dobrego kontaktu. Dużo przy tym wszystkim opróżniliśmy kubków „habatki”, mnie udało się na kolację dorwać do garów i ugotować makaron ze szpinakiem (ale za to nie udało pokonać Martyny w MK…).

W drugi dzień pojechaliśmy na słynne Klify Moheru. I tutaj już temperatura i wiatr byli bezlitośni. Nie pomogło nawet ciepło w serduchu, gdy zobaczyliśmy Poloneza na polskich blachach. Kubie nie pomogło też to, że… zapomniał wziąć z domu kurtki 😀 Za to na pamiątkę została mu kupiona w pobliskim sklepie różowa bluza z wdzięcznym napisem: IRELAND, także sesja ślubna w Irlandii zapisze się mu w pamięci na dłużej 😀

Co możemy dodać na koniec?
Martynko – dziękujemy za ugoszczenie nas, za cudowne śniadania, za sernik, za ten pomysł, żebyśmy przylecieli, za wytrwałość w pozowaniu i niemarudzenie i za lekcję pokory w Mortal Kombat.

Kubo – dziękujemy za perfekcyjny socjologiczny opis społeczności irlandzkiej, za porządek, za bycie naszym szoferem, za piwo i za lekcję pokory w Fifę.

See you soon!

PS. To nie nasza jedyna sesja zagranicy – zobaczcie też nasz reportaż i sesję ze ślubu w Rzymie!
 

 

 

 

 

 

 

Podobają Ci się nasze zdjęcia ?

Zapytaj o wolny termin